Kolejarz.org Forum Stowarzyszenia Krzewienia Sportu, Turystyki i Kultury "KOLEJARZ"
Forum Kolejarz.org Strona Główna
Pomoc Szukaj Użytkownicy Grupy Profil Zaloguj Rejestracja Zaloguj się, by sprawdzić wiadomości


PARYŻ- MIĘDZYNARODOWE PREZENTACJE ARTYSTYCZNE

 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Kolejarz.org Strona Główna Imprezy kulturalne
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
ewelinacybulskadyl



Dołączył: 16 Lip 2008
Posty: 88
Skąd: bydgoszcz

PostWysłany: Czw 20 Lis 2008, 21:52    Temat postu: PARYŻ- MIĘDZYNARODOWE PREZENTACJE ARTYSTYCZNE Odpowiedz z cytatem

27 Międzynarodowy Przegląd Twórczości Artystycznej Środowisk Kolejarskich -Paryż 30.10.2008 - 02.11.2008

Uwaga!-prosze się nie spodziewać, że będzie to rzeczowe i formalne sprawozdanie/raport z w/w imprezy.Było to spotkanie artystów ,pojechalam tam jako artystka....a "my artyści " rządzimy się swoimi prawami.Wybaczcie więc ,że będzie to raczej opowiadanie-pamiętnik-dziennik z podróży ,w którym spróbuję opisać swoje paryskie przygody.

Prolog

29-tego marca w czasie trwania Sejmiku Stowarzyszenia "Kolejarz",na posiedzeniu Komisji Kultury uslyszałam ,że to własnie ja mam reprezentować Stowarzyszenie i polskich artystów kolejarzy na miedzynarodowej imprezie artystycznej w Paryżu.Radość moja była ogromna!Pojechać do Paryża ,miasta wielkich malarzy,pojechac jako artystka - o tym można marzyć-a tu, dzięki Stowarzyszeniu ,spełniło się!!!
Wraz z radością pojawilo się jednoczesnie poczucie obowiazku godnego zaprezentowania - tak by "sprawcy " mojego wyjazdu nie musieli się wstydzić.
Zaczęły się przygotowania:formalności zgłoszeniowe,przygotowanie eksponatów na wystawę,wysylanie zdjęć prac do katalogu no i duchowe nastawianie się do pobytu w Paryżu.Sprawami technicznymi wyjazdu zajeło sie Stowarzyszenie słusznie przypuszczajac ,że artystka moglaby sobie z tym nie poradzić.
Na początku września sześć makat mojego autorstwa pojechało do Paryża.
30-tego pażdziernika przyszla kolej na mnie....

Dzień pierwszy

Wczesnym rankiem moja radosć z wyjazdu gdzies prysła...W sercu i duszy (oraz wszystkich pozostalych częsciach mojego ciała) zapanował STRACH! Strach przed lataniem.Nigdy wcześniej nie leciałam samolotem i byłam pewna ,że sama dobrowolnie nigdy nie wybiorę takiej formy podróży! A tu pech - mam lecieć.
Rozejrzałam się po hali odlotów warszawskiego lotniska- o rany ! ile tu odważnych ludzi! młodzi ,starzy, dzieci, kobiety w ciąży...I za chwilę wszyscy gdzieś polecą!
Pomyslałam - ja też dam radę , zresztą mówią ,że najgorszy jest pierwszy raz .......O RANY!!! ja nie chcę by mój pierwszy raz był najgorszy!!!
Zaczęły się lotniskowe formalności .Trwały tak długo , że strach został wyparty uczuciem lekkiego znudzenia.Kiedy zajęłam miejsce w samolocie ,a ten zaczął kołować na pas startowy zdałam sobie sprawę ,że odwrotu nie ma - pierwszy raz będę lecieć samolotem.Będzie dobrze!
No i zaczęło się!Samolot nabrał szybkości(i to jakiej!!!!) ,oderwał się od płyty lotniska wzbijając się ,w moim odczuciu, prawie pinowo w górę!!!Zerknęłam w okno- wszystko bylo tycie-tycie! Na to nie dalo się patrzeć!!!!Zacisnęłam powieki, trzymając się kurczowo poręczy siedzenia ,myslałam: nie ,ja tak nie chcę! Czy Stowarzyszenie o cudnie brzmiącej nazwie"Kolejarz" nie mogło mnie kolejarza wyekspediować koleją!? Ja chce do domu ,na ziemię!!!!
Po chwili (która trwała wieczność!) samolot przestał się wzbijać,wyrównał lot i ogłoszono,że można odpiąć pasy.Odważyłam się w końcu otworzyć oczy.Spojrzałam w okno i.....bylo cudnie! Bielusieńka pustynia z chmur , z wypiętrzajacymi się ogromnymi puchatymi górami wybielonymi słońcem,a dalej "baranki"i "kłębuszki",błękitne ekrany z jakby namalowanymi delikatnym muśnięciem pędzla przezroczysto-bialymi pasmami...Oj, zaczęło mi sie podobać...Stwierdziłam ,że te widoki to bonus do wyjazdu od Stowarzyszeni !(mogli mnie przecież wyslać TYLKO koleją).
No tak ,ale po dwóch godzinach lotu i niebiańskich wrażeń samolot zaczął podchodzić do lądowania.Początek był niezły - coraz mniej chmur, coraz bardziej widoczne rzeki ,drogi ,pola ,domy,samochody na szosach.... Nie, tego dłużej nie dało się oglądać.....Zamknęłam oczy i tylko zdążyłam pomyśleć, że chyba jeszcze nie czas umierać...Samolot dotknął płyty lotniska,pasażerowie oklaskami nagrodzili pilota...i już! Cała i zdrowa wylądowałam w Paryżu.
Mój "pierwszy raz" nie był taki zły.

Jestem w Paryżu....

cdn
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
ewelinacybulskadyl



Dołączył: 16 Lip 2008
Posty: 88
Skąd: bydgoszcz

PostWysłany: Pon 24 Lis 2008, 18:37    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

...pierwszy ciąg dalszy nastąpił...

Jestem w Paryżu!
Teraz tylko dotrzeć na dworzec kolejowy GARE du NORD gdzie czekać ma tłumacz.
Moja coprawda pobieżna znajomość angielskiego ,średnia niemieckiego i całkiem dobra rosyjskiego dawała nadzieję , że bez problemów zapytam kogoś o drogę i zrozumiem odpowiedź.Niestety okazało się , że nie będzie tak łatwo.... .Francuzi -eleganccy , romantyczni i zapewne inteligentni ludzie władają tylko!!! jednym językiem -francuskim.Na wszelkie próby porozumienia się w innym języku robią wielkie oczy , serdecznie się uśmiechają i bezradnie rozkladają ręce.(Tak na marginesie - to francuskie szczebiotanie bardzo mi sie podoba- niewazne co mówią , ale jak to cudnie brzmi! ).Nie uzyskawszy pomocy od Francuzów zaczęłam rozglądać się za jakimś rodakiem ,który bylby bardziej zorientowany niż ja .I wtedy zobaczyłam sunący po wysokiej estakadzie mini pociąg(bezzałogowy!sterowany komputerowo),o którym wczesniej czytałam w przewodniku.Nazywał się OrlyVal i reklamowano go jako najszybszy transport między lotniskiem Orly a najbliższą stacją metra. Po okolo dziesięciu minutach jechałam już metrem w z góry upatrzonym kierunku.Podróżowanie metrem po Paryżu (pod Paryżem!) to prosta sprawa.Przekonałam się o tym podczas całego pobytu. Sieć metra jest tak rozwinięta, ze mozna dojechać w każde miejsce tego ogromnego miasta. I nie sposób się zgubić.Wystarczy zerknąć na mapkę sieci , odnaleźć nazwę docelowej stacji i dalej kierować się kolorami jakimi są oznaczone poszczególne linie-prościzna!.
Koniec podróży metrem! Dotarłam do stacji SNCF (takie francuskie PKP )Gare du Nord.Trochę mnie oszołomiło! Wielka hala,ze trzydzieści peronów, mnóstwo schodów ,galerii ,sklepików ,kawiarenek...tysiące ludzi!!! I jak tu odnaleźć tego jednego człowieka! Całe szczęście , że istnieją telefony komórkowe! Jeden SMS - "czekam pod tablicą nr 19" i jesteśmy!!!Serdeczne przywitanie i od tej pory mogłam już bezstresowo chłonąć wrażenia jakich miało mi dostarczyć to przepiękne miasto. Pan Romek , emerytowany francuski kolejarz,rodowity paryżanin ale o polskich korzeniach,mąż rodowitej Polki, mówiący doskonałą polszczyzną, przyjął "rodaków " z prawdziwą słowiańską gościnnością.Na początek przeszliśmy do znajdującego się nieopodal budynku , w ktorym mają siedzibę różne organizacje kolejowe- min. związkowe, sportowe , turystyczne , kulturalne.(w Polsce sportem , turystyką i kulturą zajmuje się jedna organizacja SKSTiK "Kolejarz", tam każda działalność prowadzona jest oddzielnie , ma swoje biuro, władze ,strukturę organizacyjną..)Pan Romek zajmuje się działalnością sportową , a dokladniej narciarstwem."Narciarstwo " też ma osobną siedzibę. Z okien tego biura rozciąga się przepiękna panorama Paryża! Widać wieżę Eiffla,Tour Montparnasse , Pałac Inwalidów i Kościół Sacre - Coeur na wzgórzu Montmartre. A cała zabudowa miasta ,stare ,wysokie kamienice Paryża są w kolorze ecri ! Mówię wam - widok zapierający dech w piersi - mój pierwszy paryski zachwyt...!
Wracając do słowianskiej gościnności - gościa należy nakarmić!
Wstąpiliśmy do pobliskiej restauracyjki ( do złudzenia przypominającej tę z serialu "Allo, allo") na prawdziwie francuski obiad- kaczka z jablkami,sery,mus z gruszek i czekolady... no i wino! Francuzi wypijają duuuuże ilości wina (pewnie dlatego mają zawsze dobry nastrój!) ,jak się później przekonałam jedynie śniadanie jest posilkiem bezalkoholowym.
Po obiedzie udaliśmy się do siedziby FISAIC gdzie był punkt zbiorczy uczestników i gdzie następowało przywitanie,wreczenie drobnych upominków ,oraz dopełnienie spraw organizacyjnych.Witali nas (oczywiście szampanem!)z ramienia FISAIC Nathalie Bayard,z ramienia UAICF-generalny prezydent organizacji-Georges Wallerand oraz Emili, Evelin ,Daniel,Bernard,Jean-Jack przemili ludzie pracujący przy organizacji całego przedsięwzięcia. Zebrało się tu grubo ponad sto osób -artystów ,animatorów kultury i działaczy z dziesięciu krajów Europy: Niemcy,Austria,Belgia,Chorwacja,Francja,Węgry,Rumunia, Szwecja,Czechy, Polska.Zapanował ogólny rozgardiasz - istna wieza Babel.(Z moich obserwacji wynikało ,że część osób już wcześniej się znało - no cóż, wszak to już 27-a taka impreza!)
Kiedy już wszyscy w pewien sposób poznaliśmy się , gdy już nagadaliśmy się ....No właśnie , jak ja się tam dogadywałam?Poczatkowo pomagał mi pan Romek. Niestety z ważnych powodów rodzinnych musiał się pożegnać i musiałam dalej kombinować sama (do końca pobytu w Paryżu!!! - w razie wielkich kłopotów moglam liczyć jedynie na pomoc telefoniczną)Jak więc sobie radziłam? Z Czechami i Chorwatami bez większych problemów -oni po swojemu , ja po swojemu - rozumieliśmy sie na wzajem. Z Rumunami młodszego pokolenia po niemiecku.Starsi tak jak my uczyli się w szkołach języka bratniego narodu rosyjskiego.Niemcy i Austriacy byli wyrozumiali dla mojego niemieckiego i cierpliwie , powoli powtarzali zdania.Była też para Niemców ,która od kilku lat przyjeżdża na plenery malarskie do Opola - byłam wyrozumiała dla ich polskiego ... Z Węgrami - odkurzyłam swoją znajomość węgierskiego( mieszkałam kiedyś przez dwa lata na Węgrzech).Z Belgami , Szwedami no i Francuzami było najtrudniej - oni mówią tylko w swoich językach.Oczywiście dużą pomocą w porozumiewaniu się były ręce , mowa ciała ,a to co nie dało się powiedziec zawsze można było narysować ( artyści!!!). No i oczywiście Tę wielojęzyczną konwersację doskonale usprawniał Szampan!!
Po przywitalnym spotkaniu pojechaliśmy do hotelu (oczywiście metrem!). Gdy już wszyscy rozgościli sie i odświezyli po podróży , odbył się mały oficjalny bankiecik zapoznawczy . Jeszcze raz nas powitano ,przedstawiono organizatorów i tych ,którzy będą sie nami opiekować. Między innymi przedstawiono mi tlumacza ,którego na wlasny uzytek nazwałam "Trzy Słowa" , bo tyle wlaśnie polskich słów umiał .Wykazywał ogromną troskę o moje samopoczucie bardzo często pytając -Ewa,dobrze?
Nie muszę chyba wspominac ,że jak to we Francji bankiet był "szampanski".Po częsci oficjalnej wróciliśmy do wielojęzycznych konwersacji.Poznawalismy się - gdzie kto pracuje, co tworzy, jak w naszych krajach dzialają organizacje zajmujące się kulturą , sportem środowisk kolejarskich.Wśród uczestników spotkania znalazło się kilka osób ,ktore wczesniej uczestniczyło w międzynarodowych imprezach organizowanych przez Stowarzyszenie " Kolejarz".Bardzo było mi miło słuchac (czulam nawet pewien rodzaj dumy !) jak z zachwytem je wspominają.Opowiadali jak świetnie były one zorganizowane.Dawali za przykład do nasladowania nie tylko sposób organizacji imprez ale też gościnność ,serdeczność i stworzenie wręcz rodzinnej atmosfery .W tym miejscu muszę wspomnieć ,że za dwa lata organizatorami imprezy dla artystów będą Chorwaci - już dzis serdecznie nas zapraszają zapewniając ,że postarają się być równie dobrymi organizatorami co Polacy.To było bardzo miłe...
Bankiet się skończył . Jeszcze tylko kolacja i następny punkt programu - czas wolny .
Można było iść spać...ALE KTO BY SPAŁ W PARYŻU !!!!
Są lepsze sposoby zagospodarowywania wolnego czasu...
Mój sposób to - ...mój pierwszy artystyczny Paryż nocą ...
A szczegóły tego wieczoru niech narazie spowije zasłona milczenia....

cdn
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
Adam



Dołączył: 28 Cze 2007
Posty: 34
Skąd: Warszwa

PostWysłany: Pon 08 Gru 2008, 14:00    Temat postu: Paryż Odpowiedz z cytatem

Bardzo dobrze czekamy na dalszy ciąg.
Pozdrawiam Adam
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
ewelinacybulskadyl



Dołączył: 16 Lip 2008
Posty: 88
Skąd: bydgoszcz

PostWysłany: Nie 04 Sty 2009, 18:46    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

...drugi ,, ciąg dalszy " nastąpił...

W tym miejscu powinnam zaznaczyc ,że określenie ,, czas wolny " niesie za sobą pewne konsekwencje - niedośc ,że samemu trzeba go zagospodarować ,to jeszcze ewentualne rozrywki trzeba samemu sfinansować !!! Niezasobnym w gotówkę albo skąpym pozostaje hotelowy pokój i spacer ulicami Paryża ( zapewniam ,że taki spacer może być niezlą rozrywką - przekonałam sie o tym trochę później).Na tych co mają pieniądze i fantazję do ich wydawania, Paryż czeka z bogactwem atrakcji i wrażeń.A ja cóż ? Kasy raczej mało ,a apetyt na paryskie rozrywki ogromny! I znów się okazało ,że mam szczęście!!!Oczywiście główną rolę w tym szczęściu odegrał pan Romek . Zorganizował bilety na wieczorny spektakl-kolację w jednym z paryskich kabaretów.Jak już wspominałam pan Romek z powodów rodzinnych nie mógł w tym wieczorze uczestniczyć - i znów Polacy muszą radzić sobie sami...

... zaczęła się moja pierwsza nocna, paryska przygoda ...

Dotarcie do kabaretu nie było trudne - kilka minut metrem i krótki spacer ulicami dzielnicy Montmartre.Ale w Paryżu nawet krótki spacer dostarcza wielu emocji... Wyobraźcie sobie ,że wychodzicie z podziemi metra , na dworze już ciemno ... i nagle dosłownie wyrasta przed wami monumentalny budynek Opery Paryskiej zdobiony złotymi rzeźbami , a wszystko przecudnie podświetlone ... Zapewniam ,że ten nagły,bajkowy widok robi ogromne wrażenie..!
Kiedy przekroczyliśmy próg kabaretu dwudziesty pierwszy wiek pozostal na ulicy...W drzwiach gości witał i zapraszał do środka pan odziany w haftowaną złotem czarną liberię. Na pytanie w jakim jezyku oprócz francuskiego można sie tu porozumieć , usmiechnął się tajemniczo i gestem ,który uspokajał wszelkie obawy zprosił na salę. Weszliśmy i już teraz byłam pewna , że czas się cofnął...purpurowe ,aksamitne draperie ,prawdziwy parkiet i dywany ,krysztalowe lustra i żyrandole,złocone ramy i sztukaterie, maleńkie stoliczki oświetlone świecami , scena zasłonięta suto marszczoną kurtyną w kolorze starego złota - wystój i klimat jak z filmów o Paryżu lat dwudziestych...
Siadamy do stolika , na którym stawiają szampana , wino , przepyszne sery i inne tradycyjne potrawy. Do kolacji dyskretnie przygrywa fortepian. Ze dwa razy mam wrażenie ,że słyszę polskie melodie - w Paryżu polskie piosenki ? - nie chyba się przesłyszałam...
Po jakimś czasie orkiestra zagrała tzw.antree i kurtyna poszła w górę ! Na scenie pojawiło się kilka długonogich tancerek (
występowały jeszcze kilkakrotnie w różnych układach choerograficznych i w odpowiednich do nich strojach , a czasami nawet bez strojów!!! ).Kiedy po pierwszym tańcu kurtyna opadła na sali pojawiła się kobieta , którą wcześniej widziałam na plakacie reklamowym kabaretu.Zaśpiewała piosenkę Edith Piaff takim głosem i z takimi emocjami ,że aż ciarki przeszły mi po plecach , a w oku zaszliła się łza...Po piosence nagrodzonej burzliwymi oklaskami pani ta zaczęła witać gości kabaretu - jak się okazało byli tu goście kilku narodowości.Witała po francusku ,po niemiecku , po arabsku ,po angielsku.... I wyobraźcie sobie moje zdziwienie gdy nagle usłyszałam - ...i serdecznie witam moich rodaków z Polski! Tak ! Okazało się ,że kobieta o niesamowitym głosie to Polka!!! Od trzydziestu lat mieszka w Paryżu i jest współwłaścicielką tego kabaretu! Wyjaśniło się dlaczego pan w liberii nie przewidywał kłopotów językowych , a pianista grał polskie kawałki !!!
Kabaretowa noc trwała , pełna niespodzianek ,emocji , wzruszeń ... Żal było się żegnać i wracać do hotelu... Rozsądek podpowiadał jednak ,że trzeba złapać choć chwilę snu by odpocząć i nabrać sił , aby rano ruszyć na poznawanie Paryża. Trudno było zasnąć po tylu wrażeniach - lot samolotem , wir powitań , kabaret , Paryż, Paryż ,Paryż.....
I ostatnia myśl przed zaśnięciem (może mało romantyczna) - jak by nie patrzeć to i wizyta w kabarecie była możliwa tylko dzięki stowarzyszeniu ,,Kolejarz" - gdyby nie ono nie byłabym w Paryżu... Dziękuję...


cdn.
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
ewelinacybulskadyl



Dołączył: 16 Lip 2008
Posty: 88
Skąd: bydgoszcz

PostWysłany: Nie 04 Sty 2009, 18:49    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

...cd. trzeci z kolei...

I nastał mój pierwszy świt w Paryżu...

Pierwsze paryskie śniadanko przyniosło pierwsze paryskie rozczarowanie! Kawa ( absolutne fiasko w próbie pozyskania na śniadanie herbaty) , croasant (ledwo słodki rogalik z francuskiego ciasta) ,pięciocentymetrowa bagietka (jak coś zjadliwe to bardzo krótkie) ,,joghurt ( o smaku bezsmakowej śmietany) i miód ( w ilości jak od jednej pszczoły) - to ma być śniadanie? a gdzie szyneczka, serek , ,jajeczka?
Teraz już zrozumiałam dlaczego Francuzi jadają tak obfite obiady i kolacje . Obiadem rekompensują sobie marniutkie śniadanko .Na kolację jedzą obficie , bo następne porządne jedzenie będzie dopiero w porze obiadu !
Po śniadaniu zebraliśmy się w holu hotelu by wyruszyć ,, w miasto".Organizatorzy dwoili się i troili by opanować tę liczną grupę i nie pogubić nas w Paryżu - mieście tłumów ludzkich i samochodowych.Jak już wspominałam wszędzie przemieszczaliśmy się metrem i spacerkiem, a w około stuosobowej grupie to niełatwe .Jak tu przekazać całej wielojęzykowej ekipie ,że teraz np. idziemy w prawo albo wysiadamy akurat na tej stacji metra? Cóż ci biedni organizatorzy zrobiliby bez Polaków ? Mój zakład pracy przed wyjazdem zaopatrzył mnie w gadżety reklamowe firmy - gwizdki ( drewniane zwierzątka) z logo ,,PKP PRZEWOZY REGIONALNE" .Obdarowałam tymi gwizdkami organizatorów ( uczestników też !) i od tej chwili dźwięk gwizdka stał się naszym komunikatorem . Organizatorzy gwizdali i rękoma wskazywali kierunek wycieczki.Dżwięk gwizdka popędzał nas albo upominał maruderów czy tych ,którzy zagapili się i mylili kierunki .Śmiechu przy tym było wiele !!!

Pierwszym punktem wycieczki był wjazd na 56-te piętro najwyższego budynku Paryża - Tour Montparnasse.Rozciąga się stamtąd największa panorama miasta (ok. 40 km przy dobrej pogodzie , kąt widoku - 360 stopni!!!). Pogoda byla deszczowa więc widzieliśmy trochę mniej ale i tak widok niesamowity - Paryż u stóp i to dookoła - wieża Eiffla , Pałac Inwalidów,Luwr,Bastylia i inne znane miejsca Paryża jak na dłoni .... Po tej ,,widokowej uczcie"trzeba było zaspokoić głód ( oj, marne było to francuskie śniadanko , marne...).Przeszliśmy do budynku dworca kolejowego Montparnasse ( wszystko ma tu w nazwie Montparnasse , bo to nazwa tej dzielnicy Paryża ) . Dworzec robi wrażenie - jego wielkość, nowoczesne pociągi - szczególnie my kolejarze z ciekawością wszystkiemu się przygladaliśmy.Zaprowadzono nas do dworcowej restauracji , w której posilają się pracownicy kolei i podróżni ( WARS w paryskim wydaniu). Restauracja jest samoobslugowa . Bierze się tacę i wybiera co komu smakuje.A jest w czym wybierać! Kilkanaście rodzajów sałatek ,serów ,mięs,deserów....no i oczywiście wino!!! Białe , czerwone, w butelce , w dzbanku , kieliszku... Oj, odbiliśmy sobie to niby śniadanie!!!Obiadzik - pychotka!!!
Posileni nareszcie jak należy ruszyliśmy dalej.
Pojechaliśmy nad Sekwanę ,obejrzeliśmy gmach Parlamentu (monumentalny !),Plac Zgody z przepięknymi fontannami i obeliskiem pochodzącym ze świątyni Ramzesa Drugiego.Jeszcze krótki spacer brzegiem Sekwany i dotarliśmy do Muzeum d'Orsay. Muzeum to mieści się w budynku dawnego dworca kolejowego.Przepiękny budynek , wysoko sklepiony wspaniale zdobionym sufitem , z ogromnymi pięknym zegarem na frontowej ścianie.W muzeum przekształcono go z okazji wystawy światowej w 1900 roku. Można tu oglądać dzieła sztuki francuskiej lat 1848 - 1914 , impresjonistów, postimpresjonistów, rzeźbę,meble w stylu art nouveau.
Czekałam na wizytę w tym muzeum .Wiedziałam ,że za chwilę stanę przed oryginałami obrazów wielkich malarzy , które do tej pory podziwialam na reprodukcjach.Czułam wzruszenie , podniecenie , niecierpliwosć... I stało się!!! ,,Śniadanie na trawie " i ,,Nenufary niebieskie" Maneta, ,,Pokój artysty" i ,,Gwieżdzista noc" vanGogha, ,,Poczatek świata" Courbeta , ,, Tańce na wsi " Renoira... A dalej Picasso, Degas i mój ulubiony Paul Gauguin !!! Uczta dla duszy artysty !!!!!!!!! brak słów aby opisać wszystkie wrażenia i emocje z pobytu w muzeum d'Orsay .Byłam szczęśliwa ,że tu jestem i miałam ochotę wysciskać wszystkich tych, którzy przyczynili się do tego! ( z wladzami Stowarzyszenia ,,Kolejarz "na czele!!!).
Muzeum d'Orsay jest ogromne i można by tu spędzić cały dzień - my mieliśmy tylko trzy godziny. Z żalem opuszczaliśmy tę świątynię sztuki , ale czekały na nas inne atrakcje...
Jednym z wielu mostów nad Sekwaną przeszliśmy na dziedziniec Luwru - chciałoby się wejść do środka i obejrzeć te wszystkie cudowności ( stanąć twarzą w twarz z Mona Lisą...) .Niestety czas nas naglił . O 17 - tej musielismy być w Centrum Maurycego Rawela( taki potężny dom kultury) gdzie miało odbyć się oficjalne otwarcie wystawy naszych prac , rozdanie nagród i uroczysta kolacja.

cdn.
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
ewelinacybulskadyl



Dołączył: 16 Lip 2008
Posty: 88
Skąd: bydgoszcz

PostWysłany: Pon 26 Sty 2009, 17:16    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

c.d. czwarty
Centrum Kulturalne im. Maurycego Ravela , to kompleks kulturalno - sportowy gdzie miesci się min. sala wystawowa , scena małego teatru , basen , restauracja. Prowadzone są tu zajęcia dla dzieci , młodzieży i dorosłych - tak jak w naszych Domach Kultury .
W Centrum tym miał miejsce główny pkt. programu Międzynarodowego Przeglądu Artystów Kolejarzy - Wystawa prac.
Zgromadzono tu i wystawiono ok. 250 prac artystów z dziesięciu krajów.Ilość prac nadesłana na przegląd chyba przerosła oczekiwania organizatorów. Musieli się nieżle nagimnastykować by taką ilość wyeksponować .Prace zapełniły dosłownie każdy skrawek miejsca w sali wystawowej. Obwieszono nimi również balustrady schodów i cały główny hol Centrum.Niestety wiele prac zostało ,,poszkodowane" złą ekspozycją i marnym oświetleniem.
Na wystawie pokazano 8 rzeżb ,6 tkanin (moich!) i około 230 obrazów. Obrazy były wykonane we wszelkich znanych mi technikach - olej , akwarela ,pastel ,grafika, kolaż ... . Tematyka też była bardzo zróżnicowana. Od pejzaży , portretów , aktów, scen mysliwskich , Swiętych, kwiatów i znikomą ilość tematyki kolejowej po obrazy symboliczne i abstrakcje.Oj , było co oglądać!!!
I oglądaliśmy podziwiając dzieła innych , chwaląc się własnymi wymienialiśmy uwagi , spostrzeżenia i doswiadczenia.
Wspólnie doszliśmy do wniosku , że kolejarze wszystkich krajów ,to bardzo uzdolnieni ludzie i koniecznie trzeba to pokazywać!!!
Wszystkie,, zachwyty i podziwy" ucichły gdy zaczęła się oficjalna część wystawy - otwarcie i rozdanie nagród . Niestety cała konferansjerka prowadzona była w języku francuskim (tylko częściowo tłumaczona na niemiecki) nie wszystko można było dokładnie zrozumieć. Znajomość przebiegu podobnych imprez , niemieckie tłumaczenie i wnikliwa obserwacja pozwoliła mi na zorientowanie się o co chodzi . Powitano uczestników imprezy i zaproszonych gości - władze francuskich kolei , władze FISAIC, UAICF . Dziękowano uczestnikom za uczestnictwo przekazując podziękowania dla organizacji ,które to uczestnictwo nam umożliwiły ( ja przekazuję je Stowarzyszeniu ,,Kolejarz"!!!!!) . Dziękowano sponsorom za sponsorowanie , a organizatorom za zorganizowanie .No i wszystkim gościom za przybycie! Po fali wzajemnych , serdecznych powitań i podziękowań przystąpiono do rozdania nagód. Prace nagrodzone były oznaczone więc już wszyscy wiedzieli jakie - teraz mogliśmy ,,dopasować " do nich autorów. Nagrodzono 6 obrazów , 3 rzeżby i przyznano też nagrodę główną - grand prix przegłądu.Jakie prace zostały nagrodzone?... hmm... moim zdaniem nie te co powinne , (było tyle pięknych obrazów....) ale o gustach i werdyktach jurorów się nie dyskutuje! Grand Prix przeglądu otrzymał obraz pt.,, Abrivado " belgijki Veroniki Bernard. Przedstawia on kombinację trzech brązowo- złotych prostąkątów na terakotowym tle (obraz niewielki 40x40?,lekko fakturowy). Zadziwił mnie wybór akurat tego obrazu - cóż może zrozumienie tytułu i zderzenie tegoż tytułu z treścią obrazu przesądziło o jego wyjątkowości?
Na koniec relacji wstawię kilka zdjęć , to będziecie mogli sami ocenić.
Moje tkaniny niestety nie zdobyły żadnej nagrody ( jak i pozostałe 230 prac) budziły jednak duże zainteresowanie. Tak jak na wszystkich krajowych wystawach i tu były jedyne w swoim rodzaju. Z zaciekawieniem przyglądano się kompozycji i technice , chwaląc pomysłowość, pieczołowitość wykonania . Tzw. ,,ochów' i ,,achów '' bylo tak dużo , że czułam się usatysfakcjonowana i trochę dumna , że robię coś czego nikt nie robi i że to się komuś podoba ( szkoda, że nie jurorom!).
Po rozdaniu nagród przeszliśmy do restauracji na uroczystą kolację. Na pięknie udekorowanych stołach pojawił się szampan i wykwintne jedzenie (no i oczywiście wino!) . Jedliśmy , piliśmy i konwersowaliśmy.Stolik, przy którym siedziałam był czesko - niemiecko - polski więc z porozumiewaniem się nie było większych problemów , a po pierwszej butelce szampana - żadnych! Nagadaliśmy się , aż nas ręce bolały!
W programie były też i tańce! Niestety początkowo parkiet świecił pustkami , jakoś nikt nie chciał tańczyć w rytm najnowszych dyskotekowych kawałków. W końcu DJ zorientował się ,że coś z tą muzyką jest nie tak - zagrał paryskiego walczyka i... parkiet zawirował!!!!! Kolejarze to potrafią tańczyć!!!! Tańczyłam francuskiego walczyka z Niemcem, wiedenskiego walca z Francuzem , czeską polkę z Węgrem, ,,kazaczoka'' z Chorwatem i argentyńskie tango z rodakiem ! Wieża Babel na parkiecie!!! Oj , jak było cudnie - kto mnie zna wie jak lubię tańczyć! I choć moje prace nie zdobyły nagrody , to na parkiecie polska ekipa została okrzyknięta(wiolojęzycznie!) najlepiej tańczącą ekipą!!!!
Tańczyliśmy i biesiadowaliśmy długo w noc, a potem autokarami odwieziono nas do hotelu.
Moje zmęczenie (pewnie i wszystkich uczestników) sięgnęło zenitu - nawet nie wiem kiedy zasnęłam , a już za chwilę wstawał kolejny paryski dzień....


cdn.
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
ewelinacybulskadyl



Dołączył: 16 Lip 2008
Posty: 88
Skąd: bydgoszcz

PostWysłany: Pon 23 Lut 2009, 22:44    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

...teraz dopiero jest cdn. 5 ....( z romansem w tle - z usprawiedliwieniem : nam artystom wszystko wolno! )

...Minęła chwila i nastał kolejny paryski dzień....

Na początek śniadanie , (o którym nie warto pisać) a potem przejazd metrem pod gmach Opery Paryskiej (która za dnia nie jest taka bajkowa ale swą monumentalnością robi wrażenie!). Z tego miejsca rozchodzą się promieniście Grands Boulewares - szerokie ,długie aleje-ulice.Przy nich mają swoje siedziby Banki ,restauracje i kabarety , teatry i sale koncertowe, sklepy znanych marek , a także sklepy ,które same w sobie są marką- np. Galeria Lafayette.
Po spacerze w dzielnicy rozrywek i biznesu poczuliśmy głód - w/g programu konsumpcja obiadu miała sie odbyć w restauracji ,,Chartier". Restauracja ta zostala założona w 1890 roku ijako jedna z niewielu ,a moze i jedyna, do tej pory zachowała oryginalny wygląd i serwuje dania typowe dla epoki , w której powstała.Wystrojem i klimatem przypomina dworcową restaurację z okresu międzywojennego (albo jeszcze wcześniej ) gdzie jadali tylko zamożni pasażerowie pierwszej klasy - wysokie okna z niezliczoną ilością małych szybek , wahadłowe przeszklone drzwi ,kremowe ściany z błyszczącą boazerią w kolorze palisandru. Na sali poustawiano przykryte długimi bialymi obrusami stoły , a wokół nich niezliczoną ilość krzeseł w kolorze boazerii.Wrażenie dworcowej restauracj potęgowały wszechobecne wieszaki ( z powyginanymi nogami i ramionami ) ,mosiężne półki na bagaże podróżne i wielki wiszący zegar w czarnej oprawie . Jak na dworcu - tylko jakoś megafonistki nie było słychać...
W restauracji było gwarno - już nasza grupa robiła niezłe zamieszanie - a ludzi wciąż przybywało. Obsługa ( kelnerzy w długich fartuchach i ,,pod muchą ") musiała się nieżle uwijać.Jedzenie (jak zwykle przepyszne i obfice podlewane winem ! ) serwowano sprawnie. Nie tylko z gracją ale z jakimś takim ciepłem , że można było odnieść wrażenie , że to właśnie ty jesteś najważniejszym i najbardziej oczekiwanym gościem ! A mnie przytrafiło się jeszcze coś !!! Można powiedzieć ,że romansik na miarę francuskiego śniadanka... maleńki i niewinny ale jaki uroczy ... A na imię miał Jean- Jacqes ... Kelner ,który postawił przede mną kieliszek szampana zagadnął coś cudnie po francusku... Kiedy ,, dogadaliśmy się '' ,że ja nic nie rozumiem , że jestem z Polski chciał zabłysnąć swoją znajomością j. polskiego i wyrecytował trzy słowa po polsku ,których tu nie przytoczę przez przyzwoitość... Jakież wielkie było jego zażenowanie gdy wytłumaczono mu (francusko - polsko- niemieckimi siłami ) co te słowa oznaczają ..! Jean - Jacques padł przede mną prawie na kolana i błagał o wybaczenie !!! W ramach odkupienia win zobowiązał się być do wyłącznej dyspozycji dla naszego stolika . Bardzo był zabawny w tym swoim zakłopotaniu . Od tej chwili obsługiwani byliśmy niczym członkowie rodziny królewskiej - szampan i wino zjawiało się w ponadprzydziałowej ilości . Moja konwersacja z Kelnerem rozwijała się (szampan to cudny nauczyciel języka ! ) - objaśniał co za dania serwuje , tłumaczył do czego służą niektóre elementy wyposażenia restauracji ... Do tego co chwilę szeptał mi do ucha ...... że mnie kocha !!! I to za każdym razem w innym języku... ( tym razem nie zaliczając żadnej językowej wpadki ) . Cóż można by tu powiedzieć ,że te wszystkie ,,kocham cię '' ,to nie wyznania tylko popis lingwinistyczny .... ale to przecież Paryż !!! Pozwólmy więc sobie na wiarę , że to prawdziwy paryski romansik.....okraszony (póki co ! ) całusami w policzek .
Moja znajomość z Jean - Jacquem wraz z przejściem od obiadu do deseru ewaulowała w kierunku serdecznej przyjaźni i kiedy przyszło się żegnać oboje zapewniliśmy się, że , ,,jest u mjenia lubow k tjebja ''( pis. fonet. ). Rozstaliśmy się w szampańskich humorach ( wymieniając siarczyste całusy i niedźwiedzie uściski ) z solennym przyrzeczeniem , że przy następnym pobycie w Paryżu odwiedzę ,,Chartier'' i ...
Tyle o romansie . A musiało o nim być ,bo Ktoś napisał - jak Paryż to musi być jakiś romans...




cdn.
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
ewelinacybulskadyl



Dołączył: 16 Lip 2008
Posty: 88
Skąd: bydgoszcz

PostWysłany: Wto 24 Lut 2009, 13:14    Temat postu: KILKA FOTEK Z PARYŻA Odpowiedz z cytatem

http://utracjuszka.fotosik.pl/albumy/591001.html
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Kolejarz.org Strona Główna Imprezy kulturalne Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)
Strona 1 z 1

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


phpBB © 2003 phpBB Group
Designed by majky3